kod qr z adresem tej strony

Radziejowice - Gmina nie tylko na weekend!

"Sztuki polskiej nie ma...
dotąd, jest tylko jeden artysta naprawdę polski.
Tym artystą ... Chełmoński.
Jest on dla malarstwa naszego tym,
czym dla muzyki Chopin,
dla poezji Mickiewicz,
dla prozy ... Sienkiewicz".

Wieś ta nieodzownie związana jest ze znakomitym malarzem, powstało tu wiele cennych obrazów.
Józef Chełmoński urodził się 7 listopada 1849 roku we wsi Boczki k/Łowicza w skromnej rodzinie ziemiańskiej. Tu spędził lata dzieciństwa.

W 1862 roku rozpoczął naukę w szkole powiatowej w Łowiczu, a następnie uczył się w gimnazjum w Warszawie.
W przededniu matury ma już wytknięty kierunek dalszych studiów: malarstwo. Prosto z ławy szkolnej idzie do pracowni znakomitego pedagoga Wojciecha Gersona, a zaraz potem do Warszawskiej Klasy Rysunkowej.
Młodego artystę cechuje porywająca siła talentu i niewyczerpana wyobraźnia oraz pracowitość. Jak większość kolegów, marzy o studiach zagranicznych ale skromne warunki finansowe nie pozwoliłyby mu na spełnienie tych marzeń, gdyby nie szlachetna, bardzo koleżeńska pomoc pieniężna Maksa Gierymskiego i Józefa Brandta a także wielu osób zaprzyjaźnionych z jego rodziną.
Po uczciwie przepracowanych czterech latach studiów w Warszawie, mając za sobą kilka obiecujących płócien, wyjeżdża do Monachium.

Pobyt w Monachium jest dla Chełmońskiego bardzo ciężki. Ścisły kontakt z polonią artystyczną nie jest w stanie zagłuszyć tęsknoty za krajem a i głód często towarzyszy artyście. Nie traci jednak fantazji, maluje, robi notatki i szkice.

W 1874 roku wraca do kraju i w Hotelu Europejskim wraz z grupą przyjaciół urządza pracownię, w której panuje całkowita swoboda i prawdziwa komuna malarska. "Twórczość odbywa się zbiorowo, wśród zajadłych dyskusji i żartów. Chełmoński musi jednak pokonywać wiele trudności, aby wyrobić sobie uznanie w kraju".
Sprzyjająca sztuce aura warszawskiej pracowni nie szła bowiem w parze z wrogiem wszelkiemu nowatorstwu klimatem ówczesnej Warszawy. Wskutek fatalnego zaślepienia nie widziano zupełnie znaczenia twórczości artystycznej.

Krytyka przyjmowała niechętnie obrazy Chełmońskiego, a i sam artysta w owej epoce uchodził za dziwaka.
Gdy pojawił się obraz "Babie Lato" w 1875 roku znajomi i życzliwi zastanawiali się kto kupi, a jeśli kupi to gdzie zawiesi, bo w salonie tak nieprzyzwoitego obrazu nie można trzymać, zaś w przedpokoju szkoda.

Główną pasją Chełmońskiego było malowanie koni. Żywiołowy temperament i wirtuozeria formy przejawiały się w przedstawionych pędzących zaprzęgach konnych i w świetnych scenach rodzajowych o tematyce wiejskiej. Zaznaczone jest w obrazach: "Wilki", "Kulig".

Brak powodzenia u krytyki i publiczności nie stanowił dobrego klimatu dla twórczości Chełmońskiego oraz innych malarzy mających odwagę myśleć i czuć po swojemu.
W 1875 roku w salonie Heleny Modrzejewskiej artysta poznaje Cypriana Godebskiego, miłośnika sztuki, przyjaciela młodych talentów. Dzięki niemu wraz z grupą przyjaciół wyrusza do Paryża.

Pierwsze kroki artysty w Paryżu wydawały się niepewne, ale niespodziewane sukcesy przyszły szybko.
Wystawione w salonie dwa obrazy Chełmońskiego: "Przed Wójtem" i "Roztopy", było niespodziewanym zjawiskiem, ściągającym uwagę publiczności. Natychmiast zostają one kupione przez znanych amerykańskich miłośników sztuki oraz zamówione z góry wszystkie inne prace, jakie artysta może namalować.

Nadzwyczajna ruchliwość myśli, szybkość obserwacji, szalona pamięć napełniły jego wyobraźnię nieprzebranym bogactwem twórczego materiału, dzięki któremju szybko powstały nowe obrazy, np. "Pastuszek", "Bociany".
Otoczony dobrobytem i czcią największych artystów, Chełmoński pozostaje jednak tym dzikim z pól i lasów polskich człowiekiem. Coraz częściej zaczyna odczuwać samotność i coraz poważniej myśli o zorganizowaniu sobie na obczyźnie domu rodzinnego.

Przyjeżdża do Warszawy "po żonę". Jest nią panna Maria z Korwinów – Szymanowska, dziewczyna która od dawna już mu się podobała i często o niej myślał. Oświadczył się i został przyjęty 18 czerwca 1878 roku odbył się ślub tej pary.
Podczas 12-letniego pobytu w Paryżu, Chełmoński namalował wiele płócien. Były one natychmiast kupowane i wywożone za ocean. Deszcz złota spadł na barki artysty. Chełmoński mógł żyć jak milioner, lecz nie leżało to w jego osobowości i w rezultacie wiódł żywot pełen kontrastów i ekstrawagancji.

W 1881 roku kończy się okres świetnej koniunktury dla artystów pracujących w Paryżu - "na eksport". Wprowadzono nowe prawo nakładające wysokie cło na wywożone obrazy z kontynentu europejskiego.
W tej sytuacji Paryż coraz bardziej ciąży Chełmońskiemu. Tęsknota za krajem staje się dotkliwa i zapada decyzja powrotu.

Chełmoński kupuje dom i kilka mórg we wsi Kuklówka k/Radziejowic. Malowniczo położony dworek, na wzgórku, nad rzeczką wśród pól, łąk, stawów, lasów, na choryzoncie z boku głównego traktu łączącego Grodzisk z Radziejowicami i Mszczonowem, na rdzennym Mazowszu, nie tak daleko od książęcej krainy dzieciństwa. Wkrótce rodzina Chełmońskiego osiada w Kuklówce na stałe. Strych zostaje przerobiony na oszkloną pracownię, zabudowania gospodarcze – rozszerzone, a później i "grunta orna" uzupełnione zakupem jeszcze kilku mórg. Zmienia się jego malarstwo, bo zmienia się on sam. Znikają z płócien Chełmońskiego raz na zawsze apokaliptyczne bestie. Konie ma we własnej stajni.

W Kuklówce Chełmoński nie tylko malował. Sam zajmował się gospodarstwem, pracował w polu, doglądał ulubionych koni (w czasie remontu stajni przeniósł swoją parę arabów do... opróżnionego z mebli pokoju w dworku) towarzyszyła mu zawsze sfora psów, a niepokój o hodowanego w domu boćka skłaniał go do przerywania nawet najbardziej interesującej wizyty u sąsiadów.

Ponowne zetknięcie się z ojczystą przyrodą wywarło wpływ na odrodzenie jego malarstwa. Do tego okresu należą nastrojowe, liczne pejzaże, ożywione niekiedy motywem dzikiego ptactwa i sceny podkreślające związek człowieka z natura.

W pierwszych latach pobytu w Kuklówce, powstają następujace obrazy: "Lelaki” – 1888r., "Noc" – 1889r., "Czajki" – 1889r., "Obłoki" – 1889r. Powstają tu też obrazy: "Ruczaj", "Kurka wodna", z charakterystycznym dla Chełmońskiego realizmem i wrażliwością na piękno rodzinnego pejzażu. Znalazło to odbicie m.in. w krajobrazie "Żurawie” i "Pejzaż z wodą i krzewami".
Chełmoński bierze czynny udział w wystawach, na których prezentuje swoje prace i zdobywa wiele nagród.
Rok 1891 przynosi mu najwyższe odznaczenie "Ehvendiplom” na Międzynarodowej Wystawie Sztuki w Berlinie za obraz "Kuropatwy", namalowane w tym roku. Eksponuje tam dziewięć obrazów z ostatniego okresu twórczości.

W 1892 roku – złoty medal w Monachium, 1894r. złoty medal na Powszechnej Wystawie Sztuki w San Francisco oraz dyplom honorowy na Wystawie Krajowej we Lwowie.
Za obraz "Burza" w 1894 roku otrzymał nagrodę Akademii Umiejętności im. Baczewskiego.

Odznaczenia sypią się jak z rękawa, ale jednocześnie komplikuje się życie rodzinne artysty.
W 1894 roku opuszcza go żona i Chełmoński pozostaje w Kuklówce z trzema córkami, usiłując łączyć obowiązki wychowawcy z pracą malarską. Był to dla niego tragiczny obrót rzeczy, gdyż artysta był nie tylko autentycznym "Cyganem", ale także szczerym bezinteresownym entuzjastą tego, co nazywa się domem rodzinnym. Teraz już do końca życia miał pozostać sam. Zewnętrznym wyglądem różnił się wtedy Chełmoński od paryskiego mistrza w jedwabiach i aksamitach. Ubrany był na pół burżuazyjnie, a na pół po chłopsku: ciemna marynarka, buty z cholewkami i łowicka, pałająca czerwienią kamizelka.

W realiach Edwarda Krasińskiego (O Radziejowicach i ich gościach niektórych, Warszawa 1934) Artysta był "(...) zaniedbany w ubraniu, w nieczyszczonych butach z cholewkami, ubrany 3w kolorowy samodział łowicki, w kapeluszu słomianym bez wstążki, wyglądał jak chochoł".
Był mile widzianym gościem hrabiostwa Krasińskich w Radziejowicach.

Kiedy po pewnym czasie Chełmoński oddaje córki na pensje, jego samotność pogłębia się jeszcze bardziej. Stopniowo izoluje się od świata, przyjmując nieliczne grono bliskich mu ludzi. Nieodłącznym przyjacielem z tego okresu i najbardziej zaufanym powiernikiem artysty był Wojciech Piechowski, również malarz. Rozumieli się doskonale, obaj kochają swą ziemię i sztuke ponad wszystko. Życie wiejskie, gospodarstwo, konie, przyroda – to przedmiot ich wielogodzinnych gawęd.

Przyroda dla Chełmońskiego była lekarstwem na wszystko. Kochał las, łaki, kwiaty, zwierzęta i wszystko co się łączyło z przyrodą.

Pejzaż Mazowsza urozmaicał sobie podróżami na Wschód. W 1906 roku maluje i wystawia Chełmoński wielką kompozycję historyczną "Racławice". Obrazy te "nie leżą na linii" jego twórczości. Należy je uważać za próby nieudane. W 1907 roku zorganizowane są trzy wielkie wystawy zbiorowe: w Warszawie, Krakowie i Lwowie. Otrzymał po raz drugi nagrodę im. Baczewskiego za "Racławice". W tym roku maluje "Bociany".

Pod koniec 1912 roku Chełmoński podupada na zdrowiu. Walczy z przedwczesną starością i pustką. Na początku 1914 roku następuje paraliż prawej ręki. Po krótkotrwałej poprawie przychodzi najgorsze. Artysta umiera 6 kwietnia 1914 roku, pozostawiając po sobie bogaty dorobek malarski. Bezpośrednią przyczyną śmierci była wiadomość o śmierci Piechowskiego, co bardzo przybija artystę. Pochowany został na cmentarzu w Żelechowie k/Grodziska Mazowieckiego.

 

pomnik Chełmońskiego dom Józefa Chełmońskiego dom Józefa Chełmońskiego

logo Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji

Informacja o dofinansowaniu Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji

Projekt "Dostosowanie stron internetowych podmiotów realizujących zadania publiczne z terenu Gminy Radziejowice do wymogów WCAG 2.0 poprzez ich budowę" współfinansowany przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji w ramach konkursu: Dofinansowanie budowy lub dostosowania stron internetowych podmiotów realizujących zadania publiczne do potrzeb osób niepełnosprawnych.